Przyjaciółka do porodu
Przyjaciółka do porodu

Helena Bielawska od 10 lat jest doulą. Stała się nią trochę przez przypadek, a trochę przez intuicję, bo pomaganie kobietom od zawsze było bliskie jej sercu. Dziś opowiada BAGIC o tym jak praca w korporacji pomogła jej w odnalezieniu swojej drogi  i co jest w tym zawodzie najtrudniejsze

Z Heleną Bielawską rozmawiała Julia Nowińska

 

Helena, zacznijmy od podstawowego pytania, kim tak naprawdę jest doula?
Pewna rodząca powiedziała mi, że dla niej doula to jest taka przyjaciółka do porodu. I mi się  ten opis bardzo podoba. Według definicji doula daje ciągłe, niemedyczne, fizyczne, informacyjne i emocjonalne wsparcie dla kobiety podczas porodu. 

 

Brzmi jak położna?
No właśnie kluczowe jest żeby zrozumieć, że doula nie przyjmuje porodu. I jej kompetencje są różne od kompetencji położnej. Gdybyś weszła na salę porodową, w której jest doula zobaczyłabyś osobę, która jest z rodzącą cały czas. Co robi? To zależy, czego ta konkretna kobieta potrzebuje. Masuje ją, wyciera pot z czoła, podaje wodę, robi okłady, mówi dobre słowa, służy informacjami, przypomina kobiecie, co wpisała w planie porodowym. Czasem doula po prostu siedzi i jest. Sama obecność dodatkowej, wspierającej kobiety jest dla rodzącej wystarczająca. Szczerze mówiąc bardzo trudno jest to opisać słowami. To zadanie bardzo emocjonalne, wręcz duchowe. Często wymykające się konkretnym zadaniom.

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z doulowaniem?
Paradoksalnie od pracy w korporacji. To był moment, w którym zastanawiałam się, co zrobić z moim życiem. Przypadkowo trafiłam na artykuł o douli w jakiejś gazecie. I serce mi mocniej zabiło. Zaczęłam drążyć temat, choć do końca nie wiedziałam, co to w ogóle jest. Nawet jak zaczęłam kurs na doulę, to nadal nie wiedziałam z czym to się je. Ale czułam, że chcę pomagać kobietom i dlatego w to poszłam. Na początku nie traktowałam tego jako zawodu. Bardziej jako misję.

 

Wiem, że niektóre kobiety w ten sposób chcą uleczyć swój poród. 
To prawda. Choć to nie do końca moja historia. Gdy zaczęłam się szkolić na doulę mój syn miał wtedy już 8 lat. Za to był to czas, w którym próbowałam zajść w drugą ciążę i miałam kilka poronień. To na pewno też sprawiło, że te tematy były mi bardzo bliskie. 

 

Opowiedz, jaki był ten twój pierwszy poród?
W skrócie opisałabym go: pełen pakiet medykalizacji. No może bez cesarskiego cięcia. Ale wtedy, te 20 lat temu, byłam z niego zadowolona, nie miałam traumy. Nie miałam świadomości, że może być inaczej. 

 

A twój pierwszy poród jako doula?
Znowu zawdzięczam korporacji. Koleżanka, z którą pracowałam, była w ciąży. A ja wtedy robiłam kurs. Ona wiedziała, że będę szukać okazji, by towarzyszyć kobietom przy porodzie, by sprawdzić się w realnym świecie, jak to jest. I zaproponowała mi, że to z nią może być ten pierwszy raz. Jechałam do tego porodu z Łodzi do Warszawy. To były dla mnie ogromne emocje. Dzień w którym robiłam “sprawdzam”. Bo przecież nie wiedziałam, jak zareaguję na przykład na fizjologię w trakcie porodu. Niby byłam świadoma, czego się spodziewać, ale dopiero podczas pierwszego porodu jako doula mogłam przekonać się, czy to dla mnie. Pamiętam, że nie spałam dwa dni po tym porodzie! 

 

I jak ten sprawdzian wyszedł?
To był piękny sprawdzian. Totalnie przekonałam się, że bycie doulą to moja rzecz. Położna, która przyjmowała tamten poród powiedziała mi, że mam bardzo wysoko postawioną poprzeczkę.

 

Co to znaczy?
Sama wtedy tego nie zrozumiałam. Ale dopiero po kilku kolejnych porodach dotarło do mnie, o czym ona mówiła. To był piękny, w pełni fizjologiczny poród bez interwencji medycznej, w domu narodzin. Takie porody to prawdziwa uczta dla każdej douli. Ale wszystkie porody są w moim sercu. 

 

Masz już rutynę?
Nigdy. Każdy poród jest inny. Czasem moje wsparcie polega na logistyce. Wspólnie pakuję torbę, potem ją noszę, załatwiam. Innym razem potrzebne jest wsparcie duchowe. 

 

A co jest dla ciebie w tym zajęciu najtrudniejsze?
Chyba czekanie. Jestem w gotowości 24/7, więc każdego dnia oczekiwania przez ten miesiąc mam poranną poradę, kto odbierze moje dziecko ze szkoły, kto nakarmi w razie porodu. A w trakcie samego porodu najtrudniej jest mi patrzeć, jak personel medyczny robi coś wbrew rodzącej i nie mogę nic powiedzieć. Bo ja nie jestem adwokatem rodzącej. Mogę jej jedynie przypomnieć co zapisała w planie porodu. Czasem nie jestem wpuszczana na salę. To też boli.


Dlaczego?
Niektóre szpitale nie rozumieją tej potrzeby i szukają wymówek. Teraz Covid jest słowem wytrychem. 

 

A co najbardziej doceniasz w tej pracy?
Sam fakt, że mogę uczestniczyć w takim wydarzeniu. Że mam zaszczyt towarzyszyć kobiecie i ją wspierać w tak ważnym momencie.Oglądam kobiety, które mają moc. I to jaką. Niezależnie czy rodzą przez cesarkę, czy mają nacięcie krocza, czy rodzą siłami natury. Ta moc zawsze jest z kobietami w tym momencie i to jest niesamowite. Też często jestem z kobietami w połogu.

 

Połóg, no właśnie. Temat rzadko poruszany.
O tak. I kobiety tak różnie go przechodzą. Niektóre potrzebują mnie po to bym na chwilę wzięła im dziecko na spacer. Inne wolą, bym posprzątała czy złożyła pranie. Inne chcą obecności i pogadania. Jak ktoś mnie pyta przed porodem, co będziemy robić na spotkaniach poporodowych, to odpowiadam, że nie wiem. To praca na żywym organizmie.

 

I chyba na dużej adrenalinie. Jak ty sobie radzisz ze swoimi emocjami przy takiej pracy?
Przez te ponad 10 lat mojej pracy wyrobiłam sobie pewne strategie radzenia sobie z tym napływem emocji. Zawsze po porodzie nie śpię dzień, dwa. Na początku nie wiedziałam, co się ze mną działo, a teraz daję sobie na to przyzwolenie. A potem, tak dwa, trzy dni po porodzie siadam i  płaczę. I to niezależnie czy poród udał się tak jak był zaplanowany, czy wszystko poszło w nim nie tak. Emocje schodzą ze mnie po tych kilku dniach i muszę je wypłakać. Dbam o to by robić systematycznie superwizje, by rozmawiać z profesjonalistami o tym, co przeżywam. Albo rozmawiam z innymi doulami, które wiem, że mnie zrozumieją. Zawsze przyglądam się temu, co mi pewne sytuacje zrobiły, zastanawianie się dlaczego jakoś zareagowałam, albo nie. Zawsze rozmawiam też z kobietami jak one mnie odebrały. To wszystko to mój zestaw ratunkowy. Działa coraz lepiej. 

 

Co byś poradziła dziewczynie, która nie wie, czy chce doulę. Ale słyszała, że to modne.
Poradziłabym: pogadaj z doulą. Albo z kilkoma. Poczuj czy czujesz się z tą osobą dobrze, bezpiecznie. I dopiero wtedy podejmuj decyzje. Nie ma jednej najlepszej douli. To musi być osoba najlepsza dla ciebie. Ta jedyna dla Ciebie. Cieszę się, że dla tylu dziewczyn jestem to ja.

 






do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoplo.pl